Erupcja wulkanu Św. Heleny

Podjęcie badań wybuchu

 

Podjęcie badań wybuchu

 

Podjęcie badań wybuchu Rozpiętość zniszczeń wynosi 30 km na północ i na zachód od góry św. Heleny. Południowy i wschodni kierunek pozostał prawie nietknięty. Na tej podstawie można stwierdzić, że nie mogła to być erupcja pionowa, gdyż spływ piroklastyczny rozłożyłby się równomiernie, wokół terenu góry. Wyruszono w poszukiwaniu zainstalowanych w pobliżu sejsmografów. Uprzednio obejrzano zdjęcia, jakie zrobili ci, którzy przeżyli. Zdjęcia potwierdzają, że wybuch był poziomy, a nie poziomy, a spływ piroklastyczny znalazł ujście z boku wulkanu. Nigdy dotąd nie widziano wybuchu o tak dużej skali. Z jakichś powodów magma nie była w stanie wydostać się na powierzchnię ziemi w tradycyjny sposób, lecz znalazła ujście na boku góry, tworząc powiększenie, które rozrastało się w szybkim tempie. Przed wybuchem przypuszczano, ze wybrzuszenie to zniknie, na skutek obsuwania się ziemi. Według teorii, masy skalne powinny zsunąć się ze stożka wulkanu, likwidując korek, blokujący główne ujście, co powinno doprowadzić do erupcji pionowej.